Świat pełen możliwości. Olimpiady Specjalne

Olimpiady Specjalne to znacznie więcej niż zawody, medale i sportowa rywalizacja. To przestrzeń, w której tysiące zawodników mogą rozwijać swoje umiejętności, budować samodzielność, doświadczać prawdziwych emocji i przede wszystkim być traktowani dokładnie tak, jak na to zasługują, jak sportowcy.

O tym świecie rozmawiamy z Joanną Styczeń-Lasocką, dyrektor generalną Stowarzyszenia Olimpiady Specjalne Polska, oraz Filipem Czyszanowskim, który odpowiada między innymi za działania medialne, marketingowe i budowanie relacji ze środowiskiem sportowym.

Sport traktowany poważnie 

Olimpiady Specjalne wciąż bywają postrzegane przez pryzmat inicjatywy społecznej, w której sport stanowi jedynie pretekst do spotkania, aktywności i dobrej zabawy. Joanna Styczeń-Lasocka i Filip Czyszanowski zdecydowanie odrzucają takie spojrzenie. Bo kiedy zawodnik regularnie trenuje, przygotowuje się do startu, wychodzi na profesjonalny obiekt i staje naprzeciw rywali, nie robi tego po to, by jedynie wziąć udział. Chce sprawdzić swoje możliwości, poprawić wynik, zdobyć medal i wygrać. Dokładnie tak, jak każdy inny sportowiec.

W Olimpiadach Specjalnych nie ma miejsca na udawanie profesjonalnego sportu. Są prawdziwi sędziowie, pełnowymiarowe obiekty, przepisy zaczerpnięte z poszczególnych federacji sportowych i treningi, które wymagają systematyczności oraz zaangażowania. Tam, gdzie jest to konieczne ze względu na bezpieczeństwo zawodników, zasady są odpowiednio modyfikowane, jednak istota pozostaje niezmienna. Jest rywalizacja, wysiłek, ambicja, radość zwycięstwa i rozczarowanie porażką. Są wszystkie emocje, które od zawsze definiują sport.

Bez filtra

W sporcie przyzwyczailiśmy się do kontrolowania emocji. Zwycięzca powinien wiedzieć, co powiedzieć przed kamerą, przegrany zachować klasę, a wzruszenie często pojawia się dopiero wtedy, gdy pozwala na nie sytuacja. Podczas zawodów Olimpiad Specjalnych wiele z tych konwenansów przestaje mieć znaczenie. Radość jest prawdziwą radością, rozczarowanie pozostaje rozczarowaniem, a sympatia do drugiego człowieka nie potrzebuje odpowiedniego momentu ani starannie dobranych słów.

Filip Czyszanowski przekonał się o tym podczas Światowych Zimowych Igrzysk Olimpiad Specjalnych w Turynie. Wspomina spotkanie z Marysią Zmysłowską, zawodniczką rywalizującą w biegu na rakietach śnieżnych. Kiedy zobaczyli się po raz pierwszy, Marysia po prostu go przytuliła. Początkowo zaskoczony i nieco usztywniony, z każdym kolejnym spotkaniem coraz bardziej oswajał się z jej naturalną serdecznością. Kiedy pod koniec igrzysk, już po zdobyciu medalu, ponownie do niego podbiegła, emocje wzięły górę. Filip rozpłakał się, choć jak sam przyznaje, wcześniej nie zdarzało mu się reagować w ten sposób nawet podczas największych sukcesów polskich sportowców.

Ta historia mówi o Olimpiadach Specjalnych więcej niż niejedna liczba czy definicja. Filip podkreśla, że dzięki temu środowisku stał się bardziej wrażliwy i bliższy samemu sobie. W świecie, w którym tak często uczymy się powściągliwości, kalkulowania reakcji i ukrywania tego, co naprawdę czujemy, zawodnicy Olimpiad Specjalnych przypominają o czymś niezwykle prostym, a jednocześnie coraz rzadszym: o autentyczności.

Joanna Styczeń-Lasocka zauważa, że osoby z niepełnosprawnością intelektualną często zachowują tę naturalną szczerość, którą wielu z nas stopniowo zatraca wraz z dorastaniem. Potrafią bezpośrednio powiedzieć, co myślą, ale równie spontanicznie okazać sympatię, zachwyt czy wdzięczność. Nie potrzebują skomplikowanych społecznych kodów, aby powiedzieć komuś, że cieszą się na jego widok. Właśnie ta otwartość sprawia, że kontakt z nimi potrafi zmienić również ludzi stojących po drugiej stronie.

Przestrzeń do rozwoju

Regularny trening porządkuje codzienność. Uczy systematyczności, odpowiedzialności i wytrwałości, wyznacza kolejne cele i daje poczucie, że wykonana praca prowadzi do konkretnego rezultatu. W przypadku zawodników Olimpiad Specjalnych znaczenie sportu sięga jednak jeszcze dalej. Trening staje się przestrzenią budowania samodzielności, relacji z innymi ludźmi oraz przekonania, że można decydować o sobie, rozwijać własne pasje i coraz odważniej funkcjonować poza dobrze znanym środowiskiem.

Tę zmianę można dostrzec nawet w codziennym kontakcie z zawodnikami. Osoba regularnie uczestnicząca w treningach i zawodach często staje się bardziej otwarta, samodzielna i pewna siebie. Wyjazd na igrzyska oznacza przecież znacznie więcej niż sam start. To podróż, pobyt z drużyną, nowe miejsce, nowe znajomości i konieczność odnalezienia się w sytuacjach, które dla wielu z nas są zupełnie naturalne, a dla części osób z niepełnosprawnością intelektualną mogą być ważnym krokiem w stronę większej niezależności.

Czasami największa zmiana zachodzi jednak nie w samych zawodnikach, lecz w sposobie, w jaki zaczynają patrzeć na nich najbliżsi. Joanna przywołuje historię ojca osiemnastoletniej dziewczyny z zespołem Downa, który przyjechał z córką na tygodniowe warsztaty. Kiedy dowiedział się, że będą mieszkać osobno i uczestniczyć w innych zajęciach, początkowo nie potrafił zaakceptować tej sytuacji. Przez kolejne dni obserwował jednak, jak jego córka samodzielnie organizuje swój czas, podejmuje decyzje, realizuje zadania i buduje relacje z innymi. 

Olimpiady Specjalne pozwalają rodzicom stopniowo zmieniać perspektywę, dostrzec w synu czy córce nie tylko osobę wymagającą opieki, ale człowieka mającego własne ambicje, przyjaciół, potrzeby i plany. Kogoś, kogo warto wspierać, ale komu równie ważne jest pozostawienie przestrzeni do samodzielnego działania.

Razem znaczy więcej

Przez lata obecność osób z niepełnosprawnością intelektualną w życiu społecznym opierała się przede wszystkim na oddzielaniu. Osobne placówki, osobne aktywności, osobne przestrzenie i rozwiązania tworzone z przekonaniem, że właśnie w ten sposób można zapewnić im odpowiednie warunki. Z czasem zaczęliśmy mówić o tolerancji, później o integracji. Dziś Olimpiady Specjalne chcą zrobić kolejny krok i zastąpić samo funkcjonowanie obok siebie prawdziwym byciem razem.

„Przeszliśmy przez te etapy: akceptacja, tolerancja, integracja i teraz inkluzja, czyli robimy coś wspólnie dla wspólnego dobra.” Mówi Joanna Styczeń-Lasocka


Ta idea jest obecna w Olimpiadach Specjalnych od samych początków ruchu. Jego historia prowadzi do rodziny Kennedych i Eunice Kennedy Shriver, która nie potrafiła pogodzić się z samotnością i wykluczeniem swojej siostry Rosemary, osoby z niepełnosprawnością intelektualną. W latach sześćdziesiątych zaczęła organizować spotkania i obozy sportowe dla osób z niepełnosprawnościami, tworząc przestrzeń, w której mogły nie tylko uczestniczyć w aktywności fizycznej, ale przede wszystkim być częścią społeczności. Kilka lat później, w 1968 roku, w Chicago odbyły się pierwsze Światowe Igrzyska Olimpiad Specjalnych.

Dziś ta sama idea wykracza daleko poza samą rywalizację. Zawodnicy Olimpiad Specjalnych zostają liderami, mówcami, wolontariuszami czy asystentami trenerów i sędziów. Ich głos jest obecny również w strukturach organizacji, ponieważ decyzje dotyczące ich środowiska nie powinny powstawać bez ich udziału. Nie chodzi więc o stworzenie świata, w którym osoby pełnosprawne organizują coś dla osób z niepełnosprawnością. Chodzi o przestrzeń, którą wszyscy mogą współtworzyć.

Sport okazuje się do tego wyjątkowo naturalnym językiem. Na boisku, bieżni, korcie czy basenie łatwiej przestać koncentrować się na różnicach, kiedy wszystkich łączą te same emocje, zasady i potrzeba osiągnięcia celu. Zamiast zastanawiać się, co nas dzieli, można zacząć od tego, co jesteśmy w stanie zrobić razem.

Na jednej arenie

Za historiami pojedynczych zawodników stoi organizacja o skali, która pokazuje, że Olimpiady Specjalne nie są niewielką inicjatywą funkcjonującą na marginesie polskiego sportu. W Polsce ruch skupia ponad 18 tysięcy zawodników, 507 klubów i 18 oddziałów regionalnych, a każdego roku organizowanych jest ponad 200 wydarzeń sportowych. Do wyboru pozostaje 28 dyscyplin, dzięki czemu każdy zawodnik może szukać aktywności odpowiadającej jego możliwościom, zainteresowaniom i sportowym ambicjom.

Za tymi liczbami stoi jednak przede wszystkim system, który pozwala traktować sport naprawdę poważnie. Zawodnik rozpoczynający swoją drogę w lokalnym klubie może poprzez kolejne poziomy rywalizacji dojść do ogólnopolskich igrzysk, a następnie otrzymać szansę reprezentowania Polski na światowej arenie. Podczas XIII Ogólnopolskich Letnich Igrzysk Olimpiad Specjalnych około tysiąca zawodników rywalizowało w jedenastu dyscyplinach, a dla części z nich kolejnym celem są Światowe Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych w Chile w 2027 roku.

Ta skala pokazuje również, jak wiele osób musi współpracować, aby cały system mógł funkcjonować. Trenerzy, sędziowie, wolontariusze, koordynatorzy, rodziny, partnerzy i organizatorzy tworzą środowisko, w którym zawodnik może skupić się na tym, co najważniejsze, czyli na treningu, rozwoju i rywalizacji. Udział w Olimpiadach Specjalnych jest bezpłatny, a organizacja bierze na siebie ciężar stworzenia warunków, które pozwalają sportowcom regularnie trenować i uczestniczyć w zawodach.

Kolejnym krokiem jest jednak wychodzenie poza własne struktury. Joanna Styczeń-Lasocka i Filip Czyszanowski podkreślają, że jednym z najważniejszych kierunków rozwoju pozostaje coraz bliższa współpraca z polskimi związkami sportowymi. Chodzi o przełamanie podziału na dwa środowiska i pokazanie, że niezależnie od tego, kto wychodzi na boisko, bieżnię czy pływalnię, istota sportu pozostaje dokładnie taka sama.

Dobrze pokazuje to współpraca ze środowiskiem siatkarskim. Dzięki otwartości Polskiego Związku Piłki Siatkowej i Sebastiana Świderskiego powstała kampania łącząca zawodników Olimpiad Specjalnych z gwiazdami profesjonalnego sportu. Do inicjatywy dołączyli między innymi reprezentanci Polski w siatkówce, a projekt jest rozwijany o kolejne znane postacie polskiego sportu. Jak wynika z rozmowy, w kolejnej odsłonie znaleźli się między innymi Adam Małysz, Robert Korzeniowski, Otylia Jędrzejczak i Maja Włoszczowska.

Nie chodzi już wyłącznie o stworzenie zawodnikom własnej przestrzeni do rywalizacji. Ambicją jest obecność w jednym świecie sportu, wspólne treningi, kampanie, wydarzenia i relacje, dzięki którym granica pomiędzy „naszym” a „ich” sportem stopniowo przestaje mieć znaczenie.

Bo ostatecznie nie ma dwóch rodzajów sportowych emocji. Jest ambicja, wysiłek, rywalizacja, porażka, zwycięstwo i człowiek, który wychodzi na start, żeby dać z siebie wszystko. Jeśli chcecie poznać historie, których nie sposób zamknąć w jednym artykule, zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy na YouTube lub Spotify.